poniedziałek, 13 lutego 2012

Między gotowaniem obiadu, prasowaniem i robieniem zakupów, Rodzicielka zawsze znajdzie czas, żeby sprawdzić pocztę (przeszukać allegro, poczytać plotki, pograć w motyle kyodai, odpowiednie wpisać.)
I tak ryż do pomidorowej robi wesołe umpa umpa, sama pomidorowa jest jeszcze przecierem, a Wielka Matka oddaje się tworzeniu symfonii kliknięć.
- Słuchaj - kliknięcie - a o czym ty właściwie - seria kliknięć - piszesz - kliknięcie - w tej pracy?
No tak. Przecież każdy wie, że z dzieckiem, nawet dorosłym, trzeba rozmawiać.
Kliknięcie.
- Wiesz, o tym jak Zapolska...- kliknięcie, cisza, seria kliknięć.
Aha, gra w motyle. Będzie ciężko wbić się na jej częstotliwość. Właściwie - mogę mówić cokolwiek. Jednak jeszcze nie daje się zwieść.
- No, no. Przecież cię słucham. - kliknięcie.
- Za pomocą języka kreujemy naszą rzeczywistość - rozwijam skrzydła zapaleńca najróżniejszych zagadnień teoretyczno-literackich.
- Tak, tak.
- I widzisz - brnę dalej przez kliknięcia - Ona tam opowiada historię kobiety, która miała tak dużo dzieci, że je zjadała. Z nienawiści.
Nic. Zero refleksji
- A w finale służąca, która ma romans z mężem, robi z niej gulasz i zjadają ją na kolację.
Znowu cisza. Kliknięcia.
- A twoja najmłodsza córka wyleciała ze szkoły.
- No. - Klikanie ustaje.
Cisza.
Nadal Cisza.
- Co?!

Cel osiągnięty. Pomidorowa staje się realnym bytem.
(dobre kontakty córek z matkami, natomiast, pozostają w sferze mitycznej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz