święta wyświetlają się po drugiej stronie powiek, na wzór koszmaru ścigają po nocach obrazami niedopełnionych obowiązków. w półjawie, półśnie dopijam kolejną kawę, boli mnie kark, bo przecież - porządki.
gdzie sens, gdzie logika, gdzie ten duch świąt, co to jako dziecko. w którym momencie przestałam wyczekiwać, a zaczęłam przeczekiwać. tonę w zapachu czekolady i pomarańczy, znowu tęsknię za długimi melancholijnymi ramionami.
prześpijmy zimę, z igliwiem w brzuszku jak rodzina Muminków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz