wtorek, 27 grudnia 2011
Pompatyczne śniadanie, wszyscy wykrochmaleni, wyperfumowani. Pachnie jedzeniem, pachnie sianem i obietnicą zbyt szczegółowych rodzinnych pytań. Gdzieś pomiędzy trzecim plastrem szynki, czwartą dokładką chrzanu, moja Najmłodsza Siostra (klasyczna czarna sukienka) rzuca od niechcenia:
- Wyjdę za mąż za Angelikę – i beztrosko cmoka nad sałatką.
Bo, tu przypis odautorski, Angelika jest wykolczykowana na całej twarzy (to nie żadna przenośnia), z czarną emo grzywą zasłaniającą rzeczoną twarz; aktualnie z kryzysem własnej płci – chce być mężczyzną. Hasło wychodzenia za mąż, nie pozostaje więc nieuzasadnione.
Ojciec Dzieciom stara się nie wypuszczać z rąk kieliszka, Rodzicielka dyskretnie idzie po dokładkę, czegoś, co na pewno jest niezbędne. Prycham w obrus, dziadek zaczyna mówic o polityce.
Święta wracają na normalne tory.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz