W Polsce od zawsze rekordy popularności biło wszystko spod znaku kultury ludowej. Uwielbiamy pseudo-folkowe stroje, izby, biesiady, muzykę, nie zwracając uwagi na to, w jak wielkim kiczu i tanich podróbach ludowości toniemy. W swoim głupawym zachwycie przypominamy młodopolskich idiotów pławiących się w uwielbieniu dla kultury chłopskiej bez głębszego zrozumienia. Ot, czarująca odmienność. Stąd moje obawy przed projektem Donatana zapowiadanym od dwóch lat: hip hop i słowiański folk.
„Słowiańszczyzna” to hasło wywoławcze dla całego pola skojarzeń. Krąg skojarzeń rozszerza się na tereny pozasłowiańskie, często zawężając słowiańszczyznę do polskości. Nie czepiam się – nie chodzi przecież o prawdę historyczną. Czasem trochę za dużo zbyt serio wstawek o Polaku, który „pije, żyje, będzie w mordę bił” – nie wszyscy nauczyli się sztuki wytykania bolączek narodu przez ironię i pastisz. O metafizyczne pierdolnięcie pięścią między oczy zadbał jak zwykle Sokół – majstersztyk liryczny w Z samym sobą. Zbyt duża swoboda interpretacyjna dopadła towarzystwo w Słowiańskiej krwi – poznańska prywata zaburza przekaz, gadają o czym chcą, a najmniej na podany temat. Mistrzostwo osiąga Trzeci Wymiar – prawdziwa pieśń dla współczesnych wojowników (i wojowniczek), bo „wszystko zaczęło się od słowa i od słowa zginie./W krainie bursztynowych polan, w cieniu orła skrzydeł”. Boleśnie Polakom dopieprza Ten TypMes w Będą cię nienawidzić – modny temat hejtingu i plotek, w dosadnych prostych słowach.
Czy Donatanowi się udało? Oczywiście, nie jest idealnie, są bolączki albumów-składanek z trzydziestką gości. Jednak płyta to wrzód na dupie przeintelektualizowanych i spedalonych artystów zaczytujących się Derridą. Hip hop zawsze był przez nich kojarzony z głęboką recydywą i stadem przygłupów. Przykro mi – kolejny album, który temu zaprzecza. Niebanalny koncept, niekonwencjonalna muzyka, kosmiczne połączenie stylistyk. Chociaż na chwilę hip hop znowu wyszedł z hermetycznego środowiska i wszedł do mass mediów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz