tyle razy ktoś w nie płakał, tyle razy ktoś je porzucał, tyle razy przytulał, że czasami nie ma serca nawet na nią spojrzeć.
mówi mi, że książki z biblioteki są jak cudze kobiety.
wtorek, 24 stycznia 2012
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Spotykam go w pół słowa, na Brackiej. Stary poeta i młoda studentka, częsty widok. Konwenans, ukłon, 'proszę pana'. Chwilowy lament nad upadkiem sztuki; nad krótkością spódniczek dziewcząt (i co za tym idzie - krótkością rozumu).
- Jakie cuda?
- Przeróżne.
- W zimie też?
- Zimą nawet bardziej. Tylko mniej ekspresyjnie
środa, 18 stycznia 2012
wtorek, 3 stycznia 2012
raz po raz czytam: Die Zustellung Ihrer Bestellung erfolgt gewöhnlich innerhalb von 3 bis 4 Werktagen. (tak czytam żeby się upewnić, że wcale mi się to nie śni. Tak jak to kupowanie biletów na samolot do San Francisco za 50$. Do dziś nie rozumiem jak to się stało, że nie mam ich między paszportem a dowodem osobistym. Były bardzo namacalne.)
Strasznie się, kurwa cieszę, że jadę na koncert. Całkiem jak mała dziewczynka.
Strasznie się, kurwa cieszę, że jadę na koncert. Całkiem jak mała dziewczynka.
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Otworzyłam dziś sąsiadowi drzwi, w bokserkach i w niedopiętej koszuli, przekonana że to Najlepszy Przyjaciel. Speszył się i zaczerwienił, sąsiad biedaczyna, ojciec czwórki dzieci, z piątym w drodze. Zaczerwieniony, zapłoniony, patrzy w wycieraczkę, zapomniał po co przyszedł. Ach, przyniosłeś ciasto, Marku, to miło, mówię dopinając koszulę, wejdź. Za nim jego żona, czujna i zazdrosna, przecież miałam być nieatrakcyjna i zapuszczona, z pogranicza kobiecości. Jesteś szczupła, słyszę jej oskarżycielskie myśli. Wymieniamy wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku, śmieję się w duchu z tej jej zazdrości.
Wychodzą i jest im lżej, spełnili sąsiedzki obowiązek; wychodzą i jest mi lżej.
Wychodzą i jest im lżej, spełnili sąsiedzki obowiązek; wychodzą i jest mi lżej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)