zaczęło się typowo.
bo przecież lepiło się powietrze pchnące bzem, ktoś wplatał palce w moje włosy. na kliszach - lato, słodkie od niedomówień.
całkiem nietypowo, stała się znikąd jesienna aleja, były usta oparte o usta. coraz częściej ktoś gubił palce w moich włosach, zostawiał odciski palców na biodrach. sny pachniały już nie mną, a kimś innym.
po chwili śnieg zlepiał mi powieki, skostniałe palce ogrzewałam w czyichś dłoniach. gubiłam palce na czyichś biodrach, zostawiałam odciski wsród czyichś włosów. robiłam to tak długo, aż zgubiłam je doszczętnie. moje myśli splatały się z czyimiś myślami, teraz wiem że splotły się z tamtym lepkim powietrzem. nie zauważyłam kiedy nie były już moje - a nasze.
klisze pór roku? wiosna. słońce splata moją dłoń z czyjąś dłonią, liże po uszach. moje serce jest teraz czyimś sercem, a czyjeś - moim.
szepczę codzienie komuś do ucha: mam wszystko jestem niczym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz