z lektur nocnych: stocz ze mną wojnę a będziesz zwycięski
każdego dnia będziesz zwycięski
i każdego dnia pokonany gdy przywołam na pomoc umarłych
to moje ulubione zajęcie przywoływanie zmarłych
i nie znam innego pośród dni moich (...)
każdy mój dzień naznaczony i każdy świt policzony
na zatracenie duszy nigdy nie dowiem sie jak było naprawdę
(przecież zmarli tylko smutno patrzą a
ich dusze proszą o zmiłowanie nas
niewierzących w życie pozaziemskie)
czy chłód jest faktem a dłonie anioła stają się
nieznośnie realne panowanie nad mięsem ciała jak zawsze
niemożliwe
boleśnie wcina się w świadomość
akt śmierci ostatnia konieczna rola
jedyna prawdziwa pośród masek
dziś: umarła przychodzi nieproszona z brakiem miłości
na twarzy której nie ma bo istnieje pozagrobowo
mówię do niej szeptem mówię do niej
najczulej błagam o prawdę żywą
nawet
za stracenie duszy nigdy nie dowiem sie jak było
naprawdę
czwartek, 31 marca 2011
piątek, 25 marca 2011
rzutnik wspomnień.
zaczęło się typowo.
bo przecież lepiło się powietrze pchnące bzem, ktoś wplatał palce w moje włosy. na kliszach - lato, słodkie od niedomówień.
całkiem nietypowo, stała się znikąd jesienna aleja, były usta oparte o usta. coraz częściej ktoś gubił palce w moich włosach, zostawiał odciski palców na biodrach. sny pachniały już nie mną, a kimś innym.
po chwili śnieg zlepiał mi powieki, skostniałe palce ogrzewałam w czyichś dłoniach. gubiłam palce na czyichś biodrach, zostawiałam odciski wsród czyichś włosów. robiłam to tak długo, aż zgubiłam je doszczętnie. moje myśli splatały się z czyimiś myślami, teraz wiem że splotły się z tamtym lepkim powietrzem. nie zauważyłam kiedy nie były już moje - a nasze.
klisze pór roku? wiosna. słońce splata moją dłoń z czyjąś dłonią, liże po uszach. moje serce jest teraz czyimś sercem, a czyjeś - moim.
szepczę codzienie komuś do ucha: mam wszystko jestem niczym.
bo przecież lepiło się powietrze pchnące bzem, ktoś wplatał palce w moje włosy. na kliszach - lato, słodkie od niedomówień.
całkiem nietypowo, stała się znikąd jesienna aleja, były usta oparte o usta. coraz częściej ktoś gubił palce w moich włosach, zostawiał odciski palców na biodrach. sny pachniały już nie mną, a kimś innym.
po chwili śnieg zlepiał mi powieki, skostniałe palce ogrzewałam w czyichś dłoniach. gubiłam palce na czyichś biodrach, zostawiałam odciski wsród czyichś włosów. robiłam to tak długo, aż zgubiłam je doszczętnie. moje myśli splatały się z czyimiś myślami, teraz wiem że splotły się z tamtym lepkim powietrzem. nie zauważyłam kiedy nie były już moje - a nasze.
klisze pór roku? wiosna. słońce splata moją dłoń z czyjąś dłonią, liże po uszach. moje serce jest teraz czyimś sercem, a czyjeś - moim.
szepczę codzienie komuś do ucha: mam wszystko jestem niczym.
niedziela, 13 marca 2011
szumne złego początki
kolejny blog z zacięciem pseudoliterackim, pseudofilozoficznym, może docenisz, chociaż nie masz opcji 'lubię to' jak na jednym ze znanych portali.
tanio się sprzedaję internetowo. za bezcen. o czasy.
tanio się sprzedaję internetowo. za bezcen. o czasy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)