Woreczek z magnezją przytroczony do paska wysypałam sobie na twarz, całkowicie. Źle zawiązałam linę. Nie dokręciłam karabińczyka. Źle wchodzą ekspresy. Słońce jakoś dziwnie gorące. Na wysokości 3,5 metra z niepokojem skonstatowałam, że.
Jadę głową w dół. Magnezja na twarzy, całkowicie.
czwartek, 30 sierpnia 2012
piątek, 24 sierpnia 2012
lepmy pierogi
Upał ogłusza, sierpień rozleniwia, kokietuje zanim zamieni się w kapryśny wrzesień. Lepki sierpniowy gorąc kojarzy mi się z parującą misą pierogów, które babcia podawała pod wiśnią, tą w rogu ogrodu albo stawiała obok mnie na parapecie, pośród bluszczu. Pamiętam klisze, obrazy, mini-scenki: spadam z drabiny i tłukę kolano, dzieciak sąsiadów podtapia mnie w baseniku, babcia tłumaczy mi jak się robi kompot; zawsze jest gorąco, zawsze podaje pierogi, ulepione chwilę temu. Ruskie, z kapustą, z mięsem, i te z borówkami, które pływają w śmietanie, i te z truskawkami, które miały być robaczywe.
Więc teraz ja, mimo upału siekam, podsmażam, zagniatam, podsypuję mąką, rozwałkowuję, wykrawam. Lepię. I w tym lepieniu odzywają się we mnie wszystkie babcie, prababcie, pramatki. W lepieniu staję się kobietami, które były i które dopiero będą. Nie ma już bluszczu, ani wiśni w rogu ogrodu, a mimo to lepię. Wyobrażam sobie te wszystkie kobiety z mojej rodziny, które od wieków tak samo zagniatały i wykrawały, głowiąc się wcześniej czy lepiej będzie na słodko czy wytrawnie. Z kefirem czy kompotem z rabarbaru? Może któreś z dzieci podjadało jej farsz albo roztargniony mąż dopraszał się o mięso, zapominając, że to piątek. Upał wszystkich rozleniwiał, a później zasypiali, w cieniu, na kanapie, na hamaku, na zakurzonym strychu, w kuchni przy piecu. Rozanieleni, nieświadomi.
czwartek, 23 sierpnia 2012
A Ty co robisz, żeby spełnić swoje marzenia?
Przepracowanie sięga zenitu, wyłączam się, przegrzewam. Wystąpił błąd podczas pracy systemu. Łkam. Nad ranem wsiadamy do auta, śpiewamy godzinki. Później przeczytam, że tak samo o porankach podróżuje Stasiuk, wspominając dziadków i prababcie w rytm uwielbień Maryi. Ale to będzie później, na razie jedziemy, słońce wschodzi.
O tym, że wyprawy na ośmiotysięczniki zaczynają się lata wcześniej mówi się rzadko, prawie wcale. Musisz zainwestować wiele kroków, zanim wykonasz ten pierwszy na Górę Właściwą. Z pokorą, od paru dni pokonuję codzienne 10 kilometrów, notuję tętno, odhaczam punkty w planie treningowym. Dziś, po cudownym poranku, nadejdzie czas na pierwszy marsz z plecakiem. Zachichoczę, kiedy w schronisku zobaczę pełne uznania miny bywalców. Pewnie pomyślą, że jestem super ważną personą, a ja w plecaku mam książki, mnóstwo książek. Po drodze będę klęła na własne pomysły, upór; z każdym krokiem coraz bardziej chcąc zawrócić. Z wysiłku w upale zwymiotuję parę razy, przed wyrzuceniem książek z plecaka powstrzyma mnie świadomość, że są tam słowniki literatury i najlepsze wydania BN z mojego księgozbioru. Kiedy wyjdę na samą górę przeskoczę na wyższy etap rozwoju. Zmęczona, z opuchniętym kolanem, przepocona i zarzygana. Brudna i czerwona z wysiłku. Ze złości na własną niemoc, przypomni mi się, że ze mnie zawsze wszyscy się śmiali. Śmiali się kiedy uczyłam się łaciny w ‘humanie’ i kiedy na maturze mówiłam o literackości u Wajdy. Śmiali się kiedy chciałam zdawać na polonistykę i wtedy, kiedy na nią się dostałam. Śmiali się, kiedy podczas każdej sesji wznosiłam modły do wszystkich znanych mi bóstw, żeby jednak mnie nie wyrzucili. Śmiali się też wtedy, gdy powtarzałam rok. Śmiali się kiedy usłyszeli temat mojego licencjatu. Śmiali się kiedy, całkiem niedawno, kupiłam rolki i zaczęłam na nich jeździć. Śmieją się, kiedy mówię o rekrutacji na służbę w policji. Będą się śmiali z tysiąca innych rzeczy. Z tej złości na następny trening postanowię wziąć cięższy plecak.
Ale to będzie za kilka godzin, na razie jadę. Pod pół przymkniętymi powiekami wyświetlam projekty na przyszłość, sklejam nowe słowa. Wschodzi słońce, radio informuje o kolejnych zabitych, rannych i nowy konflikcie zbrojnym w państwie X. Zagłuszam wiadomości czytając na głos „Codzienny trening alpinisty”.
A ty co robisz, żeby spełnić swoje marzenia?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)