Na zakopanie się w pościeli mam tylko trzy godziny, w założeniu mam później wyskoczyć rześka i wypoczęta w nowy dzień pracy. Poniedziałek. W rzeczywistości budzę się nad którąś-z-kolei mocną kawą, w trakcie doczytywania porannej prasy. Zajęcia. Napisz. Czytaj. Konferencja. Proszę Pani, te teksty wymagają dopracowania (w myślach żegnam się z kołdrą). Telefon - Kochanie odbierz i kup. Tłumaczenie. Praca. Co już jest środa?! A gdzie reszta tygodnia, oddawajcie, mruczę z pretensją nad prasowaniem. Gdzieś koło ucha szczeka pies. Jedzenie, o jedzenie, Olga, dawno nie jadłaś, ale nagle słyszę życzliwe zrób to na już, robię już. Nagle kończy się weekend. Poniedziałkowy makijaż, kolejna kawa.
Error. Czuję jak z obwodu wybada mi śrubka, przewody się przegrzewają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz